Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 02.djvu/235

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wkońcu doszło do tego, że ciotka poczęła mnie wypytywać, co znaczą miny panny Łucji — a ja... na całe dnie wychodziłem z domu.
Czytałem kiedyś, że ptak pod wzrokiem grzechotnika traci zdolność ruchu. Otóż jest rzeczą niezawodną, że ja, pod spojrzeniami panny Łucji, straciłem zdolności poetyckie. Co więcej, tylem się od niej nasłuchał o poezji, że nawet zbrzydł mi ten wyraz.
Nareszcie, gdy pewnego dnia ciotka doniosła mi z płaczem, że na opłacenie komornego musi zaciągnąć dług, i gdy panna Łucja robiła się coraz mizerniejszą — zdecydowałem się.
Poszedłem do mego dawnego opiekuna i za jego protekcją — dostałem miejsce dependenta. Mam na początek siedem rubli pensji miesięcznej i życie, a nadewszystko — mieszkanie przy kancelarji. Gdyby nie ta okoliczność, pewnie codzień widywałbym pannę Łucją i chybabym powiesił się z rozpaczy.


∗             ∗

Drugiej nocy po sprowadzeniu się do adwokata, wyglądając z okna kancelarji, zobaczyłem spadającą gwiazdę. Przez kilka sekund biegła wgórę pięknym łukiem — potem zaczęła nagle spadać i zgasła.
Czyżby tak zgasło moje natchnienie?...
W tydzień później spostrzegłem między interesantami (którzy przyszli po poradę prawną) kobietę uderzającej piękności. Schylony nad biurkiem pisałem, a ile razy podniosłem oczy, przekonałem się, że ona — patrzy na mnie.
Jest to młoda wdowa. Przepisuję jej dokumenta i już parę razy byłem w jej domu z poleceniami adwokata. Ona spogląda na mnie coraz przychylniej, a ja czuję, że w mojej duszy budzi się znów talent. Napisałem nawet wiersz: „Tęsknota“ i miejską pocztą wysłałem do jednego z pism. Teraz z biciem