Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 02.djvu/218

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Tu — zachorowałem, a lekarze zalecili mi dłuższy wypoczynek, przynajmniej w studjowaniu życia.
Warunek ten był ciosem dla poematu „Nero“, do którego wracałem jeszcze kilka razy, lecz zawsze z niepomyślnym skutkiem. A jednak praca ta, gdybym ją wykończył, wywołałaby przewrót w poezji!
Ażeby dać pojęcie o sile języka i oryginalności obrazów, opowiem wypadek.
Po powrocie do Warszawy wynajęliśmy połowę mieszkania od jednych państwa. Dzieliły nas zamknięte na klucz drzwi w pokoju jadalnym.
Kiedym dźwignął się z choroby, najmilszem mojem zajęciem było chodzić do naszej jadalni i tam, siadłszy na fotelu, pod owemi zamkniętemi drzwiami, czytać głośno pierwszy rozdział poematu, pod tytułem: „Orgja,“ który w miarę potrzeby poprawiałem.
Los zrządził, że sąsiedzi mieli dwie córki: jedną piętnasto- drugą szesnastoletnią panienkę, a te po całych dniach słuchały mego utworu.
Cisza w pokoju panien i ich ciągłe przesiadywanie pode drzwiami, za któremi deklamowałem „Orgją,“ zwróciły uwagę rodziców. Starzy obskuranci wysłali pewnego dnia córki do pokojów dalszych, sami zaczaili się na ich miejscu i — podsłuchali, com czytał.
Trudno wyobrazić sobie zadziwienie cioci, kiedy, w kilka minut po skończonej deklamacji, wpadł do naszego mieszkania ojciec panien — i — w słowach, których tu nie powtórzę, wymówił nam lokal!... Dodał wkońcu, że gdyby nie było mu wstyd świadczyć w tak brudnej sprawie, to zaskarżyłby mnie do sądu, nietylko za to, że czytam głośno, ale nawet, że trzymam w domu podobnie obrzydliwe bezeceństwa...
— Ależ panie! — mitygowałem szaleńca — to nie są żadne bezeceństwa, tylko początek mego poematu pod tytułem „Nero!...“