Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 02.djvu/179

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Niech pan nie zbacza z przedmiotu! — zgromiła go piękna dama.
— Otóż jest tak — mówił Plunio. — W pokoju Norcia od pewnego czasu sypia jego ulubiony pies Kastor. Właśnie ja mu go ofiarowałem.
— Wszystko już odgaduję! nie kończ pan! — przerwała dama ze śmiechem. — Pies ma liczną drużynę małych przyjaciół, którzy jego panu spać nie dają!
— Przepraszam! Kastor jest czysty jak... gwiazda, której imię nosi.
— Więc jakiż powód bezsenności pana Norberta?
— Ten — że Norcio mocno przez sen chrapie i to bardzo dziwnemi głosami, a wówczas Kastor zrywa się, szczeka i — budzi go!
Policzki damy oblały się purpurowym rumieńcem. Zaczęła się śmiać spazmatycznie.
— Ach! winszuję panu Norbertowi Kastora, czy też Kastorowi jego pana, bo już doprawdy sama nie wiem, który z nich godniejszy litości!
— Pani! — zawołał Plunio, powstając z krzesła — w taki sposób nie mówi się o swoim serdecznym przyjacielu.
— Ależ panie! — przerwała mu, ciągle śmiejąc się. — Ja nie mogę być ani serdeczną, ani żadną nawet przyjaciółką człowieka, który przez sen tak chrapie, że aż psy szczekają. Ja tylko ubolewam nad podobnie zabawnymi ludźmi!
To powiedziawszy, wyszła z pokoju, śmiejąc się aż do łez.
— Niezbadane jest serce kobiety! — szepnął Plunio.
Od tej znowu pory Norcio już nie widział pięknej mężatki. Napisał do niej dwa listy, ale ponieważ odesłała mu oba nierozpieczętowane, obraził się więc na nią śmiertelnie i pod wpływem tak dzikiego uczucia, rzekł do Plunia:
— Żenię się! Niech ją licho porwie, kiedy taka kapryśna.
— Z kim się żenisz? — spytał Plunio.
— Z panną Cecylją, do której na przyszły tydzień poje-