Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 02.djvu/178

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


przecie jakichś kilkudziesięciu tysięcy rubli nie można nazywać majątkiem, i w dodatku gra jeszcze w karty!
— Ależ on jest najzacniejszym człowiekiem — przerwał Plunio. — Kobieta, któraby jego żoną została...
— Uprzejmie dziękuję za taki nabytek! — zakończył finansista.
Od tej pory Norcio zauważył, że bogaty przemysłowiec traktuje go ozięble, a panna Idalja bywa przy nim dziwnie roztargnioną. Ponieważ Zgrzytowicz miał dumę syna hrabianki Gęgalskiej, wnet więc zerwał z tym domem stosunki, a na Idalją nawet nie patrzył na ulicy.
Zato węzły sympatji, łączące go z młodą mężatką, zacieśniały się coraz bardziej. Widywali się często, a pani rumieniła się przy nim i okazywała mu dużo życzliwości.
Pewnego dnia, gdy znalazła się sam na sam z Pluniem, zapytała go:
— Czy pan nie uważa, że pan Norbert od niejakiego czasu jest mizerniejszy? Może ma jakie ukryte zmartwienie, a może chory?
Liczyła na to, że Plunio zły wygląd swego przyjaciela złoży na karb cierpień sercowych. Zawiodła się jednak, powiernik bowiem Norcia rzekł:
— Rzeczywiście jest trochę osłabiony skutkiem bezsenności.
— Więc nie sypia? Rozdrażnienie nerwów?
— O niech się pani uspokoi! — błagał ją Plunio. — Widzi pani, przyczyna jest bardzo prosta, ale... nie wiem, jakby to powiedzieć...
— Niech pan mówi otwarcie — szepnęła dama. — Czy miłość?... — dodała.
— I to nie.
— Więc cóż? niech mnie pan nie dręczy!
— Powiem wszystko, ale tylko dla uspokojenia pani, która... tyle mego przyjaciela obchodzisz...