Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 02.djvu/172

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— O niewątpliwie! Ja sam znam między Żydami ludzi bardzo comme il faut, z zacnym charakterem.
Norcio musiał przyznać w duchu, że nigdy jeszcze tak miłego towarzysza nie spotkał. Wszyscy jego znajomi spierali się z nim o byle co, na każdym kroku, ten zaś — miał dziwnie zgodne z nim opinje.
To też ku własnemu zdumieniu Norcio rzekł:
— Zjesz pan ze mną lodów?
— Właśnie chciałem wam w tej chwili zaproponować — pochwycił Plunio.
— W tej chwili nie pan mnie, ale ja panu chciałem proponować, ja więc mam pierwszeństwo!... — przerwał mu Norcio dobitnie.
— Ależ naturalnie, rozumie się! — zawołał Plunio. — Zawsze, wszędzie i we wszystkiem ustępuję wam pierwszeństwa.
Przy lodach Norcio opowiedział Pluniowi o swoim psie, który mu się wściekł, o lokaju, który go okradł, i o gospodarzu, który mu komorne wymówił. Zakończył zaś tak:
— Chciałbym się z domu tego hultaja natychmiast wyprowadzić, choć to środek kwartału, ale cóż — kiedy nie mam mieszkania!
I posmutniał.
Plunio aż skoczył na krześle.
— W tym domu, gdzie ja mieszkam, jest na pierwszem piętrze pięć pokoi w każdej chwili do wynajęcia.
— Potrzebuję trzech...
— Cudownie! — zawołał Plunio. — Wy weźmiecie trzy, a ja od kwartału dwa.
— Nie lubię, jak mi się kto szwęda po mieszkaniu.
— To też możemy jedne wspólne drzwi zamknąć na klucz.
Norcio pomyślał.
— Byłoby to dobrze, ale ja nie lubię przeprowadzki.