Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 02.djvu/170

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Ale ja mam przyjemność znać i podziwiać pana oddawna i szczęśliwy jestem, że znalazłem sposobność do wyrażenia panu tego. Bo ja zawsze sympatyzowałem z panem, jako z jedynym człowiekiem, który posiada samodzielność, oryginalność, energją i odwagę wypowiadania swoich przekonań...
W duszy Norcia, gdy słuchał, coś — przewróciło się do góry nogami. Do tej pory ludzie unikali go, przerywali z nim rozmowę i nazywali nieznośnym dziwakiem, jeżeli nie brutalem. Dziś zaś, po tylu latach, znalazł się wreszcie człowiek, który szuka z nim znajomości i tak trafnie ocenia jego przymioty.
Norcio uczuł, że mu serce mięknie.
— Mój panie — rzekł, kładąc ręce pod poły surduta — mówisz mi, że mam odwagę cywilną — to jest prawda, samodzielność — i to prawda, że wkońcu jestem oryginalnym — i to prawda, gdyż nie lubię chodzić śladami głupich...
— Naprzykład na wieczorach u pani Petroneli nigdy pan nie używasz białego krawata, choć wszyscy tak robią, poddając się jej woli — wtrącił szybko Placyd.
— I to prawda! — odpowiedział Norcio. — Ale też i pan wydajesz mi się być oryginalnym... bardzo oryginalnym blagierem!
Pan Placyd roześmiał się na całe gardło.
— Cudownie! jak Boga kocham... — zawołał. — Oto mi się nazywa mówić prawdziwie po męsku! Ale drogi panie Norbercie — omyliłeś się pan. Ja nie jestem blagierem, tylko dobrym chłopcem, który pana poznał i nauczył się oceniać. Racz mi pan podać swoją dzielną rękę!
— A wieszże pan przynajmniej, jak ja się nazywam? — spytał nagle Norcio.
— Jakżebym nie wiedział! Pan Norbert Zgrzytowicz, wnuk jenerała, historyczne nazwisko! Czy raczysz pan przyjąć papierosa?... Mam prawdziwe hawańskie, w liść owinięte — cią-