Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 02.djvu/168

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Gdzie pan wyjeżdża na lato?
— Nigdzie nie wyjeżdżam, a przynajmniej nie myślę o tem.
Dama zauważyła, że się Norciowi humor szybko poprawia.
— Dobrze pan dziś wygląda.
— A prawda! jak dezerter z Powązek — odparł Norcio już wesoło, a potem dodał:
Może pani zje ze mną lodów?
— Mam zwyczaj jadać same lody! — odpowiedziała dama, zarumieniona z oburzenia.
„Czego ona u djabła taka dziś kwaśna?“ — pomyślał zaniepokojony Norcio i wnet rzekł głośno:
— W cukierni moglibyśmy się dowiedzieć o tem, co grają...
— Wolę przeczytać afisz.
„Tej kobiecie coś jest — medytował Norcio. — Jeszcze mi nigdy nie odpowiadała tak szorstko.“
— Więc pani będzie dziś w teatrze?
— A pan będzie?
— Ja?... mam zamiar...
— Zatem — ja nie będę.
„Jezus Marja! — dziwił się Norcio w duchu. — Co się jej stało? Przecież nic złego nie zrobiłem?“
— Jakże się miewa szanowny mężulek pani i jej miłe dzieciaczki? — spytał głośno.
— Właśnie mąż czeka na mnie z dziećmi przy głównej bramie — odparła dama i skinąwszy mu nietyle głową, ile raczej powiekami, odeszła w stronę wodotrysku.
Teraz Norcio, zdumiony w najwyższym stopniu, spojrzał po sobie. Zzieleniał i uderzył się w czoło.
Jeden z guzików jego garderoby znajdował się nie na właściwem miejscu!
— Jakież ze mnie bydlę! — mruknął, aż się paru przechodniów obejrzało. — Co za nieuwaga! Śmiertelnie obraziłem kobietę!