Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 01.djvu/249

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


w sposób, zdradzający zbyt małe uszanowanie dla jego tytułu, a może — i dla herbu.
Tymczasem zaś wypadki szły naprzód i plany Adama dojrzewały. W tym jeszcze roku Mieczysław miał ukończyć szkołę politechniczną, ożenić się z córką Rudolfa i jako inżynier objąć kierunek bardzo korzystnego interesu. Kapitalista chciał córce w posagu kupić dobra, posiadające nieobliczoną wartość, ze względu na bogactwa kopalne, znaleziono w nich bowiem węgiel i kamień litograficzny. Ale Adam ani słyszeć o tem nie chciał, kładąc za pierwszy warunek małżeńskiego związku młodej pary ten, aby Rudolf nabył dziedziczne dobra ich rodziny, które Adam przed kilkoma laty sam sprzedał, a które obecnie znowu na licytacją wystawiono. Majątek ten był zniszczony, pałac prawie w zwaliskach, lasy wycięte, gorzelnie i browary od wielu lat nieczynne. Rudolf też wszelkiemi siłami walczył przeciw kupowaniu go, ale Adam uparł się. Twierdził, że celem jego życia był powrót do gniazda ojców i że rody, pozbawione starodawnych siedzib swoich, marnieją. Gdy zaś wkońcu zagroził zerwaniem umowy o małżeństwo, Rudolf mimo gniewu i żalu ustąpił i polecił adwokatowi swemu rozpocząć starania o kupno.


II.

Pewnego dnia, jakoś po Nowym Roku, siedział pan Adam w swoim gabinecie i myślał o tem, w jakiby sposób przepędzić wieczór dzisiejszy. W chwili, gdy wybór wahał się między resursą i wieczorem u pewnego bankiera, skrzypnęły cicho drzwi i ukazał się lokaj z listem na srebrnej tacy.
— Od Mieczysława! — szepnął prezes z uśmiechem, zwolna przecinając kopertę. — Pewnie mi donosi o jakimś nowym pomyśle dla powszechnego dobra. Kochany marzyciel...
A potem dodał: