Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 01.djvu/233

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


siła przy sobie pieniędzy, bylibyśmy na wieki skompromitowani: my i ten poczciwy młody człowiek!
Lecz ani przez głowę jej nie przeszło, że poczciwy młody człowiek może być szkaradnym blagierem. Co prawda, za jej czasów nie znano jeszcze tego wyrazu.
Po widowisku — za które słono zapłaciła, lecz na którem i przedrzemała się trochę prezesowa — tym samym najętym powozem odwieziono ją do domu, poczem Kurdybanowicz odprowadził jeszcze swoje damy. Było już około północy, a zmęczona i naciągnięta staruszka poczęła usypiać, kiedy nagle zbudził ją straszny hałas. Ktoś nogami i pięściami bił w jej drzwi i wołał:
— A co on sobie myśli, ten złodziej!... Wynajął powóz na trzy godziny, teraz umknął, nie oddał mi trzech rubli i chce widać, abym całą noc czekał na niego!...
W tej chwili wbiegła do sypialni służąca, a do najwyższego stopnia przerażona prezesowa zaczęła ją wypytywać:
— Czy ogień w domu?... Czy zbójcy nas napadają?...
— Nie, proszę pani — odparła niemniej przestraszona służąca — tylko pan Kurdybanowicz nie zapłacił za powóz i furman się dobija o pieniądze.
Trzeba było naturalnie wstać, poszukać w komodzie trzech rubli i jeszcze ukoić furmana hojnym tryngieltem. Pamiętna ta noc przyprawiła prezesowę o chorobę, lecz z drugiej strony ubogi młodzieniec mógł się kochać, robić prezenta i bawić damę swego serca — bez kosztów!
Leżała sobie tedy JW. prezesowa we wdowieńskiem łóżeczku swojem i dumała:
— Aj! ten Kurdybanowicz, to jakiś dziwny człowiek... Chryste, usłysz nas!... Wynajął karetę i teatr za moje pieniądze; gwałt mi zadał, ażebym do cukierni poszła na lody... Chryste, wysłuchaj nas!... Tak jakbym ja już z biegu rzeczy nie miała krwi zimnej...
Najgorzej jednak nie podoba mi się to, że furmanowi nie