Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 01.djvu/231

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


czyn ją rozrzewnił. Ileż to ona do tej pory sierot wsparła, a przecież pierwszy dopiero Kurdybanowicz ocenił jej dobrodziejstwa i tak rzewnie Bogu dziękował.
Odtąd los bogobojnego kancelisty znacznie się poprawił. Prezesowa zaczęła mu posyłać obiady i nie przyjmowała komornego, zastrzegając tylko, aby Kurdybanowicz każdego kwartału ubogim owe dwa ruble oddawał. Przytem bardzo często ofiarowała mu jakąś sztukę z pozostałej po mężu garderoby, a wreszcie, co najważniejsza, pozwalała przychodzić do siebie i opowiadać różne epizody z życia. Z rozmów tych dowiedziała się niebawem, że pobożny kancelista jest najzacniejszym człowiekiem na świecie, że ma wielkie zdolności i że zaszedłby bardzo wysoko nietylko w powiecie, ale nawet w rządzie gubernjalnym, gdyby złość ludzka nie stawała mu na przeszkodzie. Wkońcu, wśród westchnień i zaklęć, aby go nie wydała, powiedział prezesowej, że jest zakochany w niebogatej panience, którą ona zdaleka znała.
Teraz poczciwa staruszka znalazła się w swoim żywiole, wiadomo bowiem, że dla dam w pewnym wieku swatanie, odwiedzanie chorych osób, kąpanie niemowląt i trzymanie ich do chrztu — stanowi największą przyjemność. Umyśliła więc jeszcze bliżej zapoznać się z niebogatą panienką i połączyć ją z Kurdybanowiczem, pragnąc tym sposobem uwieńczyć cnoty i miłość ubogiego młodzieńca.
Dzięki jej pośrednictwu, panienka zaczęła bywać w jej domu, a Kurdybanowicz zalecać się na dobre. W jaki zaś sposób ubogi młodzieniec prowadził swoje konkury, przykład najlepiej wyjaśni.
Pewnego razu, przyszedł on do prezesowej z miną bardzo słodką i, jak mówił, z najpokorniejszą prośbą. Chodziło mu o to mianowicie, aby szanowna dama wraz z ukochaną przez niego panienką i jej ciotką raczyły zaszczycić swoją obecnością widowisko teatralne.