Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 01.djvu/203

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


pękła oś i wszyscy znaleźli się na błocie, przywaleni kojcem, węzełkami, broszurami Jacka, a w dodatku obficie zlani naftą!
Zabłocony i woniejący Utopowicz zerwał się na równe nogi, najuroczyściej przysięgając furmanowi, że go zgubi. Broszury jego przemokły, walizka otworzyła się, a on sam wyglądał jak Jonasz wyrzucony na brzeg z paszczy wieloryba. Narazie propagator idei łącznego działania zupełnie stracił głowę i dopiero karczmarz, człowiek wielkiego doświadczenia i szlachetnego serca, poradził mu, aby się nieco osuszył i przynajmniej wódki napił.
W godzinę potem był już nieco spokojniejszy i zapytał, jak daleko do Wydrwiszek?
— Wiorsta drogi, może półtorej — odpowiedziano.
Nie chcąc tracić czasu, z którego przed przyszłością i społeczeństwem miał zdać kiedyś rachunek, zostawił walizę i broszury pod opieką furmana, a sam ruszył ku miastu, mając nad głową niebo rzewnie rozpłakane, a pod stopami błoto zdumiewająco głębokie i gęste.
Wlokąc się noga za nogą, potykając i niejednokrotnie zapadając w bezdnie rozpaczy, mój przyjaciel przekonał się przedewszystkiem, że w okolicy tej wiorsty są nierównie dłuższe niż pod Warszawą. Wyszedł bowiem z karczemki o siódmej, a na rynku miasta Wydrwiszek znalazł się dopiero około dziesiątej.
Tu przedewszystkiem zapytał jakiegoś samotnego i przestraszonego przechodnia o doktora Puszczalskiego i korzystając z udzielonych wskazówek, wszedł do jego domu.
Po długiem pukaniu otworzono mu.
— Czy doktór w domu?
— Wyjechał pan do chorego, ale jutro wróci. Co tu tak naftę słychać?
— I nic... to trochę ode mnie... — odparł zgryziony Jacek. — A pani doktorowa jest?
— Pani wyjechała do matki i wróci dopiero w poniedziałek.