Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 01.djvu/170

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Dwa numery obok siebie — powtórzył gospodarz.
Stało się, jak żądano, i Zosia weszła do swego mieszkania. Buchalter zatrzymał się na progu, a zobaczywszy, że numer wygląda dość przyzwoicie, powiedział żonie dobranoc i poszedł do swojej celi.
Było już około północy, i Filip, wypaliwszy cygaro, pomyślał o spaniu. Przedtem jednak zapukał we drzwi boczne i zapytał:
— Czy pani już śpi?
— Ale gdzież tam! — odparła Zosia — nawet się jeszcze nie rozebrałam ze strachu...
— Cóż się tam stało?
— Coś hałasuje w szafie.
— Pewnie mysz.
— Prędzej szczur... Ach!...
Wykrzyknikowi temu towarzyszył jakiś łoskot. Przerażony Filip wpadł do pokoju swej małżonki i znalazł ją stojącą na krześle.
— Powiadam panu — zawołała — tu jest coś strasznego!... W tej chwili właśnie z szafy pod komodę wpadło jakieś zwierzę, większe od szczura...
Troskliwy mąż, wziąwszy świecę w jedną rękę, a złamany haczyk w drugą, przeszukał cały numer, ale okropnego zwierzęcia nie znalazł. Złożono więc naprędce małą radę wojenną, na której postanowiono siedzieć cicho aż do nowego hałasu.
Wskutek tej uchwały małżonkowie usiedli na kanapie, a buchalter rzekł:
— Pani bardzo zmęczona?
— Kiedyśmy dojeżdżali, bardzo mi się spać chciało, ale teraz nie wiem nawet, czybym potrafiła oczy zmrużyć!
— To tak jak i ja! — zauważył buchalter.
W tej chwili rozległ się znowu cichy szmer w pokoju. Szczur zjadał komodę.
— Słyszy pani?