Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 01.djvu/163

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Tu niema miejsca! — zawołał przerażony buchalter.
— Hę... — spytał przybyły. — Myślę przecież, że jeszcze najmniej sześć osób pomieścićby tu można.
— Ale to jest przedział służbowy! — dodał Filip.
— Na przedziałach służbowych są tablice! — odparł tłuścioch i po chwili uplacował się w rogu przeciwnym, ocierając pot z czoła.
Pociąg ruszył, a buchalter rzucił piorunujące spojrzenie na nowego towarzysza, który nie mogąc wytrzymać potęgi jego wzroku, oparł się o poduszki i już w połowie drogi do Pruszkowa spał jak zabity.
Gdy wyminięto stacją, nikt do wagonu już nie siadał, a jegomość chrapał ciągle, pan Filip zaczął znowu rozmowę półgłosem:
— Los nas widocznie prześladuje — rzekł.
— Tym razem jeszcze niebardzo! — odparła Zosia, wskazując na śpiocha. — Wracając jednak do przerwanej rozmowy, skąd panu przyszła myśl o wstręcie?
— Ach! to wszystko są domysły mego przyjaciela Piotra.
— Nieznośny człowiek!...
Buchalter był zachwycony i postanowił usiąść obok Zosi. Zaledwie jednak uniósł się nieco na ławce, śpiący jegomość szeroko otworzył oczy, ziewnął i zapytał:
— Państwo zagranicę?
— Nie!... — odparł krótko Filip.
— W każdym razie będziemy mieli przyjemność jeszcze jakiś czas jechać razem.
— Zapewne.
— Bardzom kontent! Państwo, widzę, jesteście młodzi, a ja mam trochę wprawdzie lat, ale jestem wesoły i rozmowny, ubawimy się więc doskonale...
Pociąg dojeżdżał do Grodziska, a gdy zatrzymał się, młodzi małżonkowie wysiedli, pragnąc wejść do innego przedziału. Na platformie stał duży tłum, wśród którego Zosia do-