Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 01.djvu/153

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Rozumiem! zdmuchnąłeś grubjańsko pyłek, nazywający się miłością idealną.
— Pocałowałem ją w zzz...zgięcie ręki.
— Ach! — syknął kasjer, uderzając się w czoło. — Jakiż to niegodny sposób wyzyskiwania pozycji kobiety, która z powodu wyjścia zapowiedzi cofnąć się już nie może!...
— Ale widzisz w to zgięcie przy dłoni... tu gdzie się zapina rękawiczka!
Kasjer zastanowił się i rzekł:
— Zawsze to jest pewien rodzaj impertynencji.
— Panie Filipie, czas! — zawołał w tej chwili drugi drużba.
Piotr, który miał również prowadzić do ślubu pannę młodą, westchnął, a Filip... utarł nos chustką, nie wiedząc, co robić dalej.
Po błogosławieństwie dwaj drużbowie ubrali go w paleto, włożyli mu kapelusz na głowę, przypomnieli o rękawiczkach...
Gdy powozy ruszyły do kościoła, buchalter wychylił się nagle do stangreta i zawołał:
— Stój! stój!...
— Co się stało? — spytał Piotr.
— Zapomniałem laski...
— Cóż ci po lasce, biedny człowieku? — zgromił go kasjer.
— Ach! prawda... — szepnął Filip i upadł na poduszki.
W kościele panna Zofja była blada jak lilja, pan Filip zaś był... ściśle rzeczy biorąc, on wcale nie był. Czuł, że ostatnią iskrę świadomości przygniótł mu ciężar jakiejś nieznanej dotychczas trwogi, i mimowoli poruszył głową, jakby pragnąc przekonać się, czy szyja jego znajduje się tylko wśród stojących kołnierzyków, czy też w wyżłobieniu gilotyny?
Nareszcie przysięga, i nasz buchalter zmartwiałemi usty przysięgał na wszystko: na miłość, posłuszeństwo, „a iż cię nie opuszczę aż do śmierci,“ na wierność żonie, a nadewszystko na wierność prawidłom pana Piotra. Teraz dopiero począł nie-