Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 01.djvu/138

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


II
TROSKI ZAKOCHANEGO.

— Położenie moje — myślał pan Filip — jest bardzo trudne. Mam wprawdzie posadę i pieniądze, mogę a nawet muszę się ożenić (dostanę bowiem za to trzysta rubli rocznie), a nie wiem, czy mnie kocha Zofja... Miałem powiedzieć: panna Zofja... anielska Zofja!...
Jakiż bałwan ze mnie, żeby znając ją od roku, nie wspomnieć ani razu o miłości!
Co tu robić?...
Mam miesiąc przed sobą, a zatem czasu niewiele. Muszę się oświadczyć, oporządzić, ożenić i wyjechać... Głowa mi pęka!... Eh! co ja sobie będę podobnemi rzeczami umysł zaprzątał; spytam lepiej adwokata...
Adwokat, przyjaciel pana Filipa, mieszkał w tym samym domu; nasz więc buchalter natychmiast pobiegł do niego z mocnem postanowieniem zasiągnięcia szczegółowych informacyj co do oświadczyn.
Nieszczęście mieć chciało, że ów tłomacz sprawiedliwości był w tej chwili bardzo zajęty i dyktował swemu dependentowi jakąś sprawę. Okoliczność ta wpłynęła na zmniejszenie odwagi pana Filipa, który zamiast przedstawić kwestją krótko i węzłowato, rzekł tylko:
— Dzieńdobry adwokatowi!
— Witam! — odparł adwokat. — Musisz pan mieć pilny interes, skoro przychodzisz w godzinie biurowej?
— W rzeczy samej pilny, ale nie przeszkadzam... Dyktuj pan.
— „Icek Braunszwejn — dyktował adwokat — nazwał ją starą małpą i kupcową kradzionych rzeczy, w odpowiedzi na co Ryfka Brytwanna, zdjąwszy pantofel z nogi, takowym wypoliczkowała powyżej wymienionego...“
Możemy wyjść do drugiego pokoju, panie Filipie — dodał, zwracając się do gościa. — O cóżto chodzi?