Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 01.djvu/124

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Na pytanie to, stróż przyniósł klatkę, w której mały ptaszek leżał nieżywy, z otwartym dziobem i skurczonemi łapkami. Biedna Zosia gorzko zapłakała...
Około dziesiątej, kiedy Zosia usnęła, starzec począł się z córką naradzać o jej przyszłości. Postanowiono, że sierota zamieszka u nich.
Rozmowę tę przerwał turkot karety na podwórzu, poczem niebawem ukazał się w pokoju wyfrakowany, wyperfumowany i uczesany jak nigdy — Artur.
Helenka uciekła, a elegant odezwał się wesoło:
— Cóżto za lekceważenie dobrego tonu! Już po dziesiątej, a pan jeszcze w szlafroku?... Przyjechałem po państwa moją karetą...
Pan Horacy tymczasem wstał z fotelu, wziął pięknego młodzieńca za kołnierz i wyprowadził...
— Pan mi ubliżasz! — wołał młodzian.
W tej chwili Helenka usłyszała jakiś potężny łoskot na schodach.


ROZDZIAŁ VII,
W KTÓRYM PAN HORACY WYPOWIADA SENS MORALNY.

Gdy zmęczony nieco ojciec wrócił, córka uściskała go i rzekła:
— Dziękuję ci, papo!
A pan Horacy odparł:
— Pamiętaj, moje dziecko, zawsze unikać ludzi młodych, nie mających określonego zajęcia.
Nie zapominaj też, że lepiej sto balów opuścić, niż skrzywdzić jednego ubogiego.