Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 01.djvu/104

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wstąpić gdzieś dla napisania adresu.
Po króciutkiej naradzie, przyzwoity człowiek i elegancki młodzieniec weszli do najbliższej cukierni. Tu przyzwoity człowiek, nachyliwszy się do subjekta, szepnął:
— Czy mogę prosić o atrament i pióro?
— Dwie erbeti!... — huknął subjekt.
— Nie herbaty, panie! Ośmielam się prosić go o atrament i pióro.
Podano żądane rekwizyta, i za chwilę miły Artur schował do kieszeni bilet, na którym stało:

M-me Kukalska née Hebesowicz, z małżonkiem, ma honor prosić M-elle Helenę Gwizdalską, wraz z ojcem, na wieczór tańcujący o godzinie jedynastej we czwartek.

Dobrze wychowany Artur czuł, że w sprawie zaprosin tkwi wiele nieformalności, pocieszył się jednak widokami przyszłego szczęścia i śpiewając, poszedł ku domowi.


ROZDZIAŁ II,

W KTÓRYM DO GRANITOWEGO SERCA PANA HORACJUSZA

PRZYPUSZCZONO PIERWSZY ATAK.

W obszernym lokalu Horacego Gwizdalskiego, właściciela kilku pierwszorzędnych nieruchomości przy jednej z drugorzędnych ulic, bawiło się w tej chwili półtorej osoby: ładna Helunia, dwudziestoletnia córka pana Horacego, i Jaś, sześcioletni synek tegoż.
Zabawa ich była bardzo prosta. Panna Helena zwijała włóczkę, a Jaś, siedząc na krześle, trzymał motek. W każdej chwili jednak urozmaicała się ta niesłychanie prosta sytuacja, z powodów następujących:
— Proszę Helci! — mówił Jaś.
— Czego chcesz, malcze?