Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 01.djvu/082

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Jakże, więc nie posyłałeś listów do panny? — spytał Alfonsa.
— Co za listy?... Napisałem do niej wiersz!
— Więc w tym wierszu musiało być coś ubliżającego dla matki...
— Cha! cha! cha!... — zaśmiał się ironicznie wykwintny Alfons, wbiegł do swego pokoju i poszperawszy tam między papierami, wyniósł niebawem inkryminowany dokument.
— Proszę cię, mój ojcze — rzekł do pana Medarda — odczytaj to panu Pawłowi, niech sam osądzi...
Poczem znowu ukrył się przed oczyma obecnych i wrócił do swojej toalety.
Ponieważ oburzonemu ojcu binokle ciągle spadały z nosa, wyręczył go więc Paweł i zaczął:

DO MARJI.

Maryja jest imię Twe.
Chocieś podobna do róży;
Zraniłaś serce me,
Które Ci wiernie służy.

— No przecież tu nic niema o matce — rzekł Paweł.
— Czytajmy dalej — upomniał go Piotr.

Więc pozwól, różo nadobna,
By motyl przy Tobie siadł,
Królowej kwiatów podobna,
On Twe uczucia zgadł...

— Nie widzę w tem nic złego — przerwał Paweł. — Owszem wiersz bardzo grzecznie i z komplimentami napisany!
— Ale sam fakt pisania listów do panien jest wysoce naganny — mruknął uparty Piotr.
Tym razem Alfons wszedł do salonu już zupełnie ubrany.