Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 01.djvu/062

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Nawiasowo dodam, że honorowano mnie wówczas nędznie, choć tańczyłem bardziej z natchnienia, niż skutkiem odpowiednich studjów. Przy pomocy wiotkiej postawy i interesującej fizjognomji, zebrałem sobie jedynastu uczniów, którzy płacili mi po dziesiątce za lekcją, a którym ja, sprzedawszy nadpsutą pozytywkę, zamiast grać, śpiewałem popularniejsze tańce.
Nareszcie, widząc, że lada baletmistrz, który (ze względów intelektualnych) nie wart był mi butów wyczyścić, lepiej się ma ode mnie, rzuciłem zawód choreografa i zostałem kancelistą przy szpitalu.
Tu nauczyłem się sprawować władzę z godnością.
Jeżeli przywieziono nowego chorego, miałem zwyczaj, wpisując go do ksiąg, udawać kandydata na lekarza, egzaminowałem pacjenta i kiwałem przytem głową, tudzież gryzłem wargi tak, jak najprawdziwszy doktór medycyny i chirurgji. Kiedy do chorego przychodzili krewni, pocieszałem ich frazesami: „Będzie lepiej!... Silna kompleksja...“ — pozwalałem marniejszym z pomiędzy nich całować się w rękę i, z miną głównego opiekuna, polecałem szwajcarowi, aby ich puścił (jeżeli notabene był dzień po temu).
Zakonnice lubiły mnie, ponieważ modliłem się klęczący i namówiłem do spowiedzi dwu chorych ateuszów. Lubili mnie i posługacze, ponieważ nie przeszkadzałem im brać łapówek, lub upijać się nawet, jeżeli był czas odpowiedni. Przypuszczam, że i z chorymi trafiłbym do ładu, gdybym im mógł dawać większe „porcje.“ Na nieszczęście, nie ode mnie to zależało...
— Przepraszam, panie dobrodzieju, szanownego kolegę, ale chcielibyśmy się czegoś o Marji dowiedzieć — przerwał obrońca.
— Nie myśl, szanowny kolego, abym ci chciał opisywać powody, dla których rzuciłem szpital, wziąłem się do nauki i wszedłem następnie do uniwersytetu. Ponieważ jednak Ma-