Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 01.djvu/049

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ROZDZIAŁ VI,
W KTÓRYM KU WIELKIEMU ZADOWOLENIU PANNY ZOFJI,
IZYDOREK NAJNIESPODZIEWANIEJ W ŚWIECIE WYGRYWA ZAKŁAD.

Resztę dnia ja i sekundanci spędziliśmy na namawianiu Izydorka, aby się wycofał z pojedynku, ale zacięty chłopak pozostał niewzruszonym. To też nikogo nie zdziwię chyba, gdy powiem, że całą noc spać nie mogłem i że następnego dnia o ósmej z rana byłem już w mieszkaniu domyślnego nieboszczyka.
Otworzywszy drzwi, zastałem go bardzo spokojnie zapijającego herbatę.
— No i cóż? — zawołałem — wyciągnąłeś białą gałkę.
— Nie.
— A więc czarną?...
— Nie.
— A więc jakąż?
— A żadnej!
— Rozmyśliłeś się zatem?
— Nie.
— Więc nie poszedłeś do Holenderskiego?
— Owszem, poszedłem, razem ze swoimi sekundantami.
— Powiedzże u licha, cóż się ostatecznie stało? — spytałem niecierpliwie.
— Widzisz, było tak. O wpół do szóstej wyszliśmy z domu, a o trzy kwadranse stanęliśmy u Holenderskiego, który ze swymi sekundantami pił herbatę.
— Panowie — rzekł Holenderski, gdyśmy weszli — zegarek mój dobrze idzie. Mamy jeszcze kwadrans czasu, możemy więc napić się razem herbaty. — Usiedliśmy tedy do stołu, piliśmy herbatę i jedli ser szwajcarski, i szynkę surową aż do szóstej.
O szóstej Holenderski wydobył z szuflady nabity rewol-