Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 01.djvu/047

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ROZDZIAŁ V,

UWIADAMIAJĄCY PANNĘ ZOFJĄ O TRZECIM REZULTACIE

POSZUKIWAŃ IZYDORKA I O PŁOCHLIWOŚCI WDOWY BEWUSTSEIN.

Wpadłem do pokoju jak bomba.
— Winszuję ci, kochany Izydorze — rzekłem mu — żeś otrzymał nominację na kieszonkowego złodzieja!...
I opowiedziałem mu wszystko, com od Holenderskiego słyszał.
Izydorek złapał się za głowę.
— A ja nieszczęśliwy! to znowu to głupie ogłoszenie!
— Cóż się stało, mów zaraz!
— Widzisz, mój drogi — zaczął Izydor — tego samego dnia po awanturze z tym bałwanem Bonifacym, poszedłem drugi raz do „Kurjera“ z pretensją, że mi dali fałszywe wskazówki co do osoby, która ogłoszenie przyniosła. Ci pomyśleli, pogadali między sobą i przypomnieli sobie wreszcie, że ogłoszenie to przyniósł wprawdzie posłaniec, ale inny.
Naturalnie wynalazłem zaraz owego drugiego posłańca, który powiedział mi, że ogłoszenie dała mu jakaś wdowa Bewustsein, mieszkająca pod strychem, w domu tym a tym na Tamce.
Idę na Tamkę, pod strych, na którym wisiała bielizna, i przez uchylone drzwi do izdebki słyszę jakąś rozmowę. Wchodzę, siedzi jakaś jejmość z kotem; jejmość ta, mówiąc nawiasem, przestraszyła się mnie okropnie.
Ponieważ byłem zmęczony, siadam więc na kufrze i mówię:
— Dzień dobry, kochana pani Bewustsein!
— Upadam do nóżek — odpowiada czarownica, kłapiąc ze strachu dwoma ostatniemi zębami.
— Pani wysyłałaś ogłoszenie do „Kurjera“?
— Ja, drogi panie! Prosiłam o wsparcie...
Odgadłem, że stara kłamie — rzekłem więc: