Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 01.djvu/046

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Panie! pan szukasz ze mną awantury?... Jeżeli tak, to służę. Nazywam się Holenderski, oto moja karta i proszę o pańską.
Dałem mu kartę, zgodnie z przepisami kodeksu honorowego, i tego samego dnia sekundanci nasi ułożyli się o termin za tydzień. Tymczasem, patrz! on się wycofał i to w sposób ubliżający dla mnie!
Skończywszy swoją powieść, Izydorek dał mi adres Holenderskiego i gwałtem do niego wyprawił. Będąc ciekawym, na czem skończy się awantura, poszedłem.
Holenderski był w domu. Przedstawiłem mu się i w niewielu słowach objaśniłem powód wizyty.
— Panie szanowny! — zawołał ten człowiek, ozdobiony straszliwemi wąsami i kamaszami z żaglowego płótna — dziwię się, jak możesz popierać podobną sprawę!
— Dlaczego panie?
— Dlatego, że pański (a i mój na nieszczęście) znajomy pan Izydor, jest poprostu kieszonkowym złodziejem...
— Ależ panie?!
— Ależ panie, tak jest niestety! Dowiedziałem się o tem wypadkowo, od jednego z urzędników sądowych, który mi powiedział, że pański (i mój jak na teraz) znajomy kradł na strychu bieliznę...
Czułem, że mi się miesza w głowie.
— A jeżeli przekonam pana, że podejrzenie to jest czystem nieporozumieniem?...
— W takim razie z największą przyjemnością postrzelę pana Izydora, który mi zrobił impertynencją — odparł Holenderski, nastawiając wąsy tak, że aż mi się niedobrze zrobiło.
Pożegnałem go co rychlej i wróciłem do domu, gdzie czekał na mnie Izydorek.