Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 01.djvu/044

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wadziliśmy się na dobre... No, alem zakład wygrał!
— Człowieku! — zawołałem, patrząc z przestraohem na Izydorka — czyś zmysły stracił?...
Posądzasz o jakąś sprawę miłosną faceta, który sprzedaje magle i mówisz o rychłej śmierci na suchoty drągalowi, który cię ze schodów...
— No, no, no!... — oburzył się Izydorek.
— Ależ jesteś niebezpiecznym szaleńcem — dodałem i opowiedziałem mu historją pani Kopyściny, magli i damy, która je przed dziesięcioma minutami kupiła.
Izydorek zamyślił się.
— Eh, co tam... głupstwo wszystko! Może być, że ten bałwan ogłaszał tylko o maglach, ale ja mam inne ślady...
— Więc będziesz jeszcze dalej robił poszukiwania?
— A będę! będę szukał dotąd, dopóki nie znajdę.
Pożegnałem go, nie śmiąc już pytać, jaka wygrana stanie się nagrodą sińców, które poniósł, i które ponieść jeszcze może.


ROZDZIAŁ IV,

W KTÓRYM PANNA ZOFJA SŁYSZY O POJEDYNKU Z PANEM

HOLENDERSKIM I O WIELU INNYCH RZECZACH.

Trzy dni przepędziłem w pokoju, namyślając się nad tematem do nowej powiastki. Czwartego dnia wpadł do mnie strasznie zaperzony Izydorek.
— Wyobraź sobie, że mi odmawia pojedynku!... — zawołał w progu.
— Kto? pan Bonifacy?...
— Ale gdzież tam, ten rozbójnik Holenderski, który mnie sam wyzwał, a teraz napisał do sekundantów impertynencki list, że z nimi może się bić, jeżeli zechcą, ale ze mną nigdy...
— Cóż sekundanci?
— Sekundanci bardzo rozsądnie odpowiedzieli, że ponie-