Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 01.djvu/043

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Mając już nić w ręku, idę wprost do faceta, i spotykam w korytarzu jakąś damę, która wchodzi do jego mieszkania. Mam cię, ptaszku, myślę sobie, to tu widocznie jakaś sprawa miłosna!... Stanąłem cicho pode drzwiami, patrzę przez dziurkę, dama siedzi i molestuje o coś faceta. Mówili o biedzie, o dziecku, i jestem prawie pewny, że facet, suchotnik, chce pewnie... No, ale mniejsza!...
Nie rozumiałem nic, lecz Izydorek mówił dalej:
— Kiedy dama wyszła, poczekałem chwilę na korytarzu, a następnie, dla ostatecznego skonstatowania faktu, zapukałem do mieszkania.
— Proszę! — odpowiedział ten bałwan.
Wchodzę, — patrzę... facet leży na łóżku, chudy i mizerny jak śmierć angielska. Siadam tedy na krześle i pytam:
— Panie! przed chwilą była tu jakaś dama.
Facetowi przeszedł strach po piętach, ale nadrobił miną i odpowiedział:
— Tak jest, była.
— Zapewne w interesie ogłoszenia, które pan zrobiłeś w tym a tym numerze „Kurjera“?
Facet struchlał, ale odpowiedział rezolutnie:
— Tak jest, w interesie ogłoszenia.
Widząc, że go odkrycia moje zmieszały, postanowiłem przyprzeć faceta do muru i rzekłem:
— I cóż, przyprowadzi panu córeczkę?
— Jaką córeczkę?...
— Swoją i pańską...
— Czyś pan zwarjował?... — zawołał ten bałwan, udając wielkie zdziwienie.
— Kochany panie! — przerwałem — poco mamy grać komedją? Wiem wszystko i szanuję ludzi, którzy przed śmiercią naprawiają błędy młodości...
Facet skoczył jak oparzony i zaczął wykrzykiwać, co widząc, zacząłem i ja też wykrzykiwać. Od słowa do słowa po-