Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 01.djvu/026

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


gie mąkie... No, nic nie będzie z tegie... — zakonkludował Jankiel.
— A... a... panu Walentemu!... — ocknął się wypłowiały jegomość z pod kufy. — A... moje... u...szanowanie... Cóżto za obdartus z panem Walentym przyszedł?... niechże mam honor poznać!...
— To mój kamrat — odparł stróż. — Pan Jakób, co był u mulazy, ale rozbiuł się i tera roboty suko...
— Ha! ha!... roboty w szynku? Głupstwo robota — w całej Europie nie znajdzie roboty, tylko wódkę... wódkę, jeżeli ma pieniądze... Jankielku, mój szczupaczku, a daj-no mi tam kieliszczynę...
— Znowu na burg?... — spytał Żyd płaczliwie. — Juz mi pan Ignac tyle od rana winien i jesce chce?...
— Com ci od rana winien, ty psi flaku?... ja?... tobie?... winien?...
— Moze nie?... Pan Ignac z samego rana zjad obazanek, potem wódki wypiuł, potem znowu wypiuł, i znowu zjad, i znowu wypiuł ze dwa razy, i znowu chce pić?
— Panie Ignacy — zaczął Walenty — ja sobie myślę, mozeby pan Jakóbowi jaką prośbę wyśtafirował do państwa, zeby choć trochę cłekowi dopomóc...
— Prośbę?... temu obdartusowi?... — dziwił się pan Ignacy, widocznie bardzo pobłażliwy na usterki swojej garderoby. — To się na djabła nie zdało... Mnie zapytajcie, co prośby znaczą, mnie... bom ja sam chodził z listem, gdzie było napisano... Wódki, psiawiaro!...
— Nima wódki!... — odparł Żyd.
— W liście moim — ciągnął pan Ignacy — stało wyraźnie napisano, jako ja, Ignacy, od urodzenia głuchoniemy, a przytem zbankretowany majster, polecam się wzglę... względom Jaśśśnie Wielmożnych i Wielmożnych państwa... I co myślicie?... Może myślicie, że oni wspomagają kogo?... Sto djabłów tam!... Oni tylko umieją wyzywać od pijaków... Mnie... mnie