Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom3.djvu/260

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

sprawę z tego co zrobił i już zrozumiał, że w chwili nieszczęścia, kiedy go wszystko zdradziło, jeszcze pozostała mu wierną — ziemia, prosty człowiek i Bóg...
Powoli uspakajał się, łkania coraz rzadziej rozdzierały mu piersi, uczuł niemoc w całem ciele i twardo zasnął.
Świtało kiedy się obudził; usiadł, przetarł oczy, zobaczył obok siebie Wysockiego i wszystko sobie przypomniał.
— Długo spałem? — zapytał.
— Może kwadrans... może pół godziny — odparł dróżnik.
Wokulski wyjął pugilares, wydobył kilka sturublówek i podając je Wysockiemu rzekł:
— Uważasz... Wczoraj byłem pijany... Nie mówże nic i nikomu, co się tu stało. A oto masz... dla dzieci...
Dróżnik pocałował go w nogi,
— Myślałem — rzekł — że jaśnie pan stracił wszystko i dlatego...
— Masz racyą! — odparł w zamyśleniu Wokulski — straciłem wszystko... oprócz majątku. Nie zapomnę o tobie, chociaż... Wolałbym już nie żyć!
— Ja też zaraz mówiłem, że taki pan, nie szukałby nieszczęścia, choćby stracił wszystkie pieniądze. Zrobiła to złość ludzka... Ale i na nią przyj-