Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom3.djvu/243

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

dnę chwilę w życiu nie był poważnym, zawsze dowcipnym; a niekiedy bezczelnie śmiałym... I pożałujesz tego, który, zawsze gotów do uwielbiania cię, nigdy nie był zazdrosnym, umiał ustępować innym, szanował twoje kaprysy...
— Wynagradzając sobie na innych drogach — wtrąciła panna Izabela.
— Właśnie!... Gdybym tak nie robił, nie miałabyś mi czego przebaczać i mogłabyś lękać się wymówek z mojej strony...
Nie zmieniając pozycyi, objął ją prawą ręką, a lewą ściskał jej rączkę ukrytą pod płaszczykiem.
— Tak, kuzynko — mówił. — Takiej jak ty kobiecie, nie wystarczy powszedni chleb szacunku, ani pierniczki uwielbień... Tobie niekiedy potrzeba szampana, ciebie musi ktoś odurzyć, choćby cynizmem...
— Cynikiem być łatwo...
— Ale niekażdy ośmieli się być nim; zapytaj tego pana, czy on wpadłby kiedy na myśl, że jego miłosne modlitwy są mniej warte od moich bluźnierstw?...
Wokulski już nie słyszał dalszej rozmowy; uwagę jego pochłonął inny fakt: zmiana, która szybko poczęła odbywać się w nim samym. Gdyby wczoraj powiedziano mu, że będzie niemym świadkiem podobnej rozmowy, nie uwierzyłby; myślałby, że każdy wyraz zabije go, albo przyprawi o szaleństwo. Kiedy się to jednak stało, musiał przy-