Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom2.djvu/432

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


W gruncie rzeczy nie było to rozdrażnienie, ale coś innego. Jadąc tu, panna Izabela czuła niechęć do prezesowej, za jej gwałtowne zaprosiny, do ciotki, że jej kazała natychmiast jechać, a nadewszystko do Wokulskiego.
„Więc naprawdę — mówiła sobie — chcą mnie oddać temu parweniuszowi?... A, zobaczy, jak na tem wyjdzie!...“
Była pewna, że pierwszym człowiekiem, który ją powita, będzie Wokulski i postanowiła traktować go z najwyższą pogardą.
Tymczasem Wokulski nietylko nie wybiegł na jej spotkanie, ale pojechał na spacer z panią Wąsowską.
To w przykry sposób dotknęło pannę Izabelę i pomyślała:
„Zawsze kokietka z niej, choć już ma lat trzydzieści!...“
Gdy baron nazwał Wokulskiego znakomitym gościem, panna Izabela uczuła jakby dumę, ale byłoto bardzo przelotne uczucie. Gdy zaś panna Felicya w niedwuznaczny sposób zdradziła się, że jest o Wokulskiego zazdrosną, pannę Izabelę ogarnął jakby niepokój, ale tylko na chwilę.
„Naiwna jest ta Felcia“ — rzekła do siebie.
Krótko mówiąc: przez całą drogę planowana wzgarda dla Wokulskiego całkiem zniknęła wobec mięszaniny takich uczuć jak lekki gniew, lekkie zadowolenie i lekka obawa. W tej chwili Wokul-