Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom2.djvu/192

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

uczą się pracować na chleb?... Nie, uczą się ładnie trzymać nóż i widelec. Czy uczą się poznawać ludzi, z którymi kiedyś żyć im przyjdzie?... Nie, uczą się im podobać, za pomocą stosownych min i ukłonów. Czy uczą się realnych faktów, decydujących o naszem szczęściu i nieszczęściu?... Nie, uczą się zamykać oczy na fakty, a marzyć o ideałach. Nasza miękkość w życiu, nasza niepraktyczność, lenistwo, fagasowstwo i te straszne pęta głupoty, które od wieków gniotą ludzkość, są rezultatem pedagogiki, stworzonej przez kobiety. A nasze znowu kobiety są owocem klerykalno-feodalno-poetyckiej teoryi miłości, która jest obelgą dla hygieny i zdrowego rozsądku...
W głowie mi szumiało od wywodów doktora, a on tymczasem ciskał się na ulicy jak szalony. Na szczęście błysnęło, upadły pierwsze krople deszczu, a zacietrzewiony mówca nagle ochłonął, i skoczywszy w jakąś dorożkę, kazał odwieść się do domu.
Stach był już chyba około Rogowa. Czy też domyślił się, żeśmy tylko o nim mówili? i, co on biedak czuł, mając jednę burzę nad głową, a drugą może gorszą, w sercu?
Phi! Co za ulewa, co za kanonada piorunów.. Zwinięty w kłębek Ir, odszczekuje im przez sen stłumionym głosem, a ja kładę się do łóżka, nakryty tylko prześcieradłem. Gorąca noc, Panie Boże,