Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom1.djvu/437

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


winien mieć przy sobie zdolnego i zaufanego człowieka.
— Który w dodatku sam garnie się do mnie — dodał pan Tomasz. — Bystry człowiek! onto pojmuje; że więcej zrobi i lepszą zyska reputacyą, pomagając dźwignąć się dawnemu rodowi, aniżeli gdyby sam wyrywał się naprzód. Bardzo rozumny człowiek — powtórzył pan Tomasz. — Choć chwilowo zdobył sobie księcia i całą arystokracyą, mnie jednak okazuje najwięcej przywiązania. I nie będzie tego żałował, gdy odzyskam stanowisko...
Panna Izabela patrzyła na cacka ustawione na biurku i myślała, że jednak ojciec łudzi się trochę, sądząc, iż Wokulski garnie się do niego. Nie prostowała jednak omyłki, a naodwrót przyznawała w duchu, że należy trochę więcej zbliżyć się z tym kupcem i przebaczyć mu jego — stanowisko społeczne. Adwokat... kupiec... to prawie na jedno wychodzi; jeżeli zaś adwokat może być poufałym księcia, dlaczegóżby... kupiec (ach, jakieto niesmaczne!) nie mógł zostać powiernikiem domu Łęckich?
Obiad, wieczór i kilka dni następnych zeszły pannie Izabeli bardzo przyjemnie. Zastanowiła ją jedna okoliczność, że, wciągu tak krótkiego czasu, odwiedziło ich więcej osób, aniżeli dawniej wciągu miesiąca. Bywały godziny, że w pustym niegdyś salonie, teraz rozlegał się gwar śmiechów i rozmów; aż wypoczęte meble dziwiły się natłokowi,