Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom1.djvu/436

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ojciec tak liczy na niego, a i ja nabieram ufności. O ileż mniej w życiu doznałabym zawodów, mając rozumnego i energicznego przyjaciela“.
Słówko „przyjaciel“ nie podobało się jej. Przyjacielem panny Izabeli mógłby być człowiek conajmniej posiadający majątek ziemski. Ale kupiec galanteryjny kwalifikował się tylko na doradcę i wykonawcę.
Po powrocie do domu zaraz poznała, że jej ojciec jest w wybornym humorze.
— Wiesz — mówił — byłem z powinszowaniem u Wokulskiego. To dzielny człowiek, istotny dżentlmen! Już ani myśli o pojedynku i nawet zdaje się żałować barona. Nic nie pomoże, szlachecka krew musi się odezwać, bez względu na kondycyą...
A potem, odprowadziwszy córkę do gabinetu i rzuciwszy parę razy okiem w zwierciadło, dodał:
— No i powiedz sama, czy można nie ufać w opiekę Boską? Śmierć tego człowieka byłaby dla mnie ciężkim ciosem — i — został uratowany! Muszę z nim zawiązać bliższe stosunki, a wtedy zobaczymy, kto wyjdzie lepiej: czy książe na swoim wielkim adwokacie, czy ja na moim Wokulskim. Jak sądzisz?...
— To samo myślałam przed chwilą — odpowiedziała panna Izabela, uderzona zgodnością przeczuć jej własnych i ojca; — papuś koniecznie po-