Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom1.djvu/431

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


„Jak można było zrobić coś podobnego?... Co sobie taki człowiek pomyśli?...“ — mówiła w duchu. — Ale wnet ocknęło się w niej uczucie sprawiedliwości i, musiała przyznać, że ten człowiek nie jest bylejakim!
„Ażeby zrobić mi przyjemność (bo z pewnością nie miał innych powodów), podstawił baronowi nogę, kupując konia... Całą wygraną (stanowczy dowód bezinteresowności) złożył na ochronę i to na moje ręce (baron widział to). A nadewszystko, jakby odgadując moje myśli, wyzwał go na pojedynek... No, dzisiejsze pojedynki kończą się zwykle szampanem; ale zawsze baron przekona się, że jeszcze nie jestem tak starą... Nie, w tym Wokulskim jest coś... Szkoda tylko, że jest galanteryjnym kupcem. Przyjemnie byłoby mieć takiego wielbiciela, gdyby... Gdyby zajmował inne stanowisko w świecie“.
Wróciwszy do domu, panna Izabela opowiedziała pannie Florentynie o wyścigowych przygodach, a w godzinę — już nie myślała o nich. Gdy zaś ojciec, późno w nocy, doniósł jej, że Krzeszowski wybrał na sekundanta hrabiego Licińskiego, który bezwarunkowo żąda, ażeby Wokulski został przeproszony przez barona, panna Izabela zrobiła pogardliwy grymas ustami.
„Szczęśliwy człowiek! — myślała. — Mnie obrażają, a jego będą przepraszać. Ja, gdyby ktoś przy