Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom1.djvu/413

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wokulski wskazał mu krzesło i przeszedłszy się parę razy po ciasnym pokoju, rzekł:
— Stary!... Powiedz otwarcie: co mówią o mnie?...
Rzecki rozłożył ręce.
— Ach, Boże, co mówią...
— Gadaj prosto z mostu — zachęcał go Wokulski.
— Prosto z mostu?... Dobrze. Jedni mówią, że zaczynasz waryować...
— Brawo!...
— Drudzy, że... drudzy, że chcesz zrobić szwindel...
— Niech mnie...
— A wszyscy — że zbankrutujesz i to w niedługim czasie.
— Jak wyżej — wtrącił Wokulski; — a ty, Ignacy, co sam myślisz?
— Ja myślę — odparł bez wahania, — że wklepałeś się w jakąś grubą awanturę..., z której nie wyjdziesz cały... Chyba, że cofniesz się w porę, na co zresztą masz dosyć rozumu.
Wokulski wybuchnął.
— Nie cofnę się! — zawołał. — Człowiek spragniony nie cofa się od krynicy. Mam zginąć, niech zginę, pijąc... Czego wy zresztą chcecie odemnie?... Od dzieciństwa żyłem jak ptak spętany: w służbach, w więzieniach, a choćby i w tem nieszczęsnem małżeństwie, do którego zaprzedałem się... A dziś,