Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom1.djvu/408

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


i — wszystko dla niej, za jedno: merci... No, dla niej także zrobiłem majątek, daję pracę kilkuset ludziom; pomnożę bogactwa kraju... Czemże byłbym bez niej? małym, galanteryjnym kupcem. A dziś mówią o mnie w całej Warszawie, ba!... Odrobina węgla porusza okręt, dźwigający dolę kilkuset ludzi, a miłość porusza mnie. A jeżeli mnie spali, tak, że zostanę tylko garścią popiołu?... O Boże, jaki to nędzny świat... Ma racyą Ochocki. Kobieta jest podłem zwierzęciem: bawi się tem, czego nawet nie może zrozumieć...“
Był tak pogrążony w bolesnych medytacyach, że nie usłyszał otwierania drzwi do pokoju i szybkich kroków za sobą. Dopiero ocknął się, poczuwszy dotknięcie czyjejś ręki. Odwrócił głowę i zobaczył mecenasa, z dużą teką pod pachą i posępnym wyrazem na twarzy.
Wokulski zerwał się zmieszany, posadził gościa na fotelu; znakomity adwokat ostrożnie położył swoję tekę na stole i szybko pocierając sobie jednym palcem kark, rzekł półgłosem:
— Panie... panie... panie Wokulski! Kochany panie Stanisławie!... Coto... coto — wyrabiasz pan dobrodziej?.. Protestuję... replikuję... zakładam apelacyą od wielmożnego pana Wokulskiego letkiewicza, do kochanego pana Stanisława, który z chłopca sklepowego, został uczonym i miał nam zreformować handel zagraniczny. Panie... panie Stanisławie — tak niemożna!...