Przejdź do zawartości

Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom1.djvu/381

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

żej hrabiny i wrócił do pań. Uderzyło go to, że przy nich nikt nie stał. Wprawdzie marszałek i baron zbliżyli się do ich powozu, ale obojętnie przyjęci przez pannę Izabelę, niebawem odsunęli się. Lecz młodzież kłaniała się zdaleka i omijała.
 „Rozumiem — pomyślał Wokulski — Oziębiła ich wiadomość o licytacyi domu. A teraz — dodał w duchu, patrząc na pannę Izabelę — przekonaj się, kto naprawdę kocha ciebie, nie twój majątek“.
 Zadzwoniono na trzeci wyścig. Panna Izabela stanęła na siedzeniu; na twarz jej wystąpiły rumieńce. O parę kroków od niej przejechał na Sułtance Yung, z miną człowieka, który się nudzi.
 — Spraw się dobrza, ty śliczna!... — zawołała panna Izabela.
 Wokulski wskoczył do swego powozu i otworzył lornetę. Był tak pochłonięty wyścigiem, że na chwilę zapomniał o pannie Izabeli. Sekundy rozciągały mu się w godziny; zdawało mu się, że jest przywiązany do trzech koni, mających się ścigać i że każdy ich ruch niepotrzebny szarpie mu ciało. Uważał, że jego klacz nie ma dość ognia i że Yung jest zanadto obojętny. Mimo woli słyszał rozmowy otaczających go:
 — Yung weźmie...
 — Ale!... Przypatrz się pan temu gniademu..

 — Dałbym dziesięć rubli, żeby Wokulski wygrał... Utarłby nosa hrabiom...