Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom1.djvu/371

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


panna Izabela pokocha... Ach! stary głupcze, waryacie, do czego ty dochodzisz?“...
Na parę dni przed wyścigami, złożył mu w mieszkaniu wizytę hrabia-anglik, z którym zaznajomił się podczas sesyi u księcia.
Po zwykłem powitaniu, hrabia usiadł sztywnie na krześle i rzekł:
— Z wizytą i z interesem — tek!.. Czy wolno?...
— Służę hrabiemu.
— Baron Krzeszowski — ciągnął hrabia — którego klacz nabył pan, zresztą najzupełniej prawidłowo — tek — ośmiela się najuprzejmiej prosić pana o ustąpienie mu jej... Cena nie stanowi nic... Baron porobił duże zakłady... Proponuje tysiąc dwieście rubli...
Wokulskiemu zrobiło się zimno; gdyby sprzedał klacz, panna Izabela mogłaby nim pogardzić.
— A jeżeli i ja mam moje widoki na tę klacz, panie hrabio?... — odparł.
— W takim razie pan ma słuszne pierwszeństwo, tek — wycedził hrabia.
— Zdecydował pan kwestyą — rzekł Wokulski z ukłonem.
— Czy tek?... Bardzo żałuję barona, ale pańskie prawa są lepsze.
Wstał z krzesła jak automat na sprężynach, i pożegnawszy się, dodał:
— Kiedyż do rejenta, drogi panie, z naszą