Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom1.djvu/370

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


że mnie zapozna z trzema, z czterma równie pięknemi?... Raz, dolicha, muszę się ocknąć!“...
Ale zamiast ocknąć się, coraz głębiej zapadał w opętanie. Zdawało mu się, w chwilach świadomości, że na ziemi jeszcze chyba istnieją czarodzieje i, że jeden z nich rzucił na niego klątwę. Wtedy mówił z trwogą:
„Ja nie jestem ten sam... Ja robię się jakimś innym człowiekiem... Zdaje mi się, że mi ktoś zamienił duszę!“...
Chwilami znowu zabierał w nim głos przyrodnik i psycholog:
„Oto — szeptał mu gdzieś w głębi mózgu — oto, jak mści się natura za pogwałcenie jej praw. Zamłodu lekceważyłeś serce, drwiłeś z miłości, sprzedałeś się na męża starej kobiecie, a teraz masz!... Przez długie lata oszczędzany kapitał uczuć, zwraca ci się dziś z procentem“...
„Dobrzeto — myślał — ale w takim razie powinienem zostać rozpustnikiem; dlaczegóż więc myślę o niej jednej?“
„Licho wie — odpowiadał oponent. — Może właśnie ta kobieta najlepiej nadaje się do ciebie. Może naprawdę, jak mówi legienda, dusze wasze stanowiły kiedyś, przed wiekami, jednę całość?...
„Więc i ona powinnaby mnie kochać... — mówił Wokulski. A potem dodawał: — jeżeli klacz wygra na wyścigach, będzie to znakiem, że mnie