Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom1.djvu/333

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


„Gdybym był najwyższym sędzią — myślał — i gdyby spytano mnie, kto jest wart panny Izabeli: Ochocki, czy Wokulski, musiałbym przyznać, że — Ochocki... O ośmnaście lat młodszy ode mnie (ośmnaście lat!...) i taki piękny... W dwudziestym ósmym roku życia skończył dwa fakultety (ja w tym wieku ledwie zaczynałem się uczyć...) i już zrobił trzy wynalazki (ja żadnego!) A nad to wszystko jest naczyniem, w którem wylęga się wielka idea... Dziwaczna to rzecz: machina latająca, ale faktem jest, że on znalazł dla niej gienialny i jedynie możliwy punkt wyjścia. Machina latająca musi być cięższa, nie zaś, jak balon, lżejsza od powietrza; boć wszystko co prawidłowo lata, począwszy od muchy, skończywszy na olbrzymim sępie, jest od powietrza cięższe. Ma prawdziwy punkt wyjścia, ma twórczy umysł, czego dowiódł bodajby swoim mikroskopem i lampą; któż wie zatem, czy nie uda mu się zbudować machiny latającej? A w takim razie będzie większym dla ludzkości od Newtona i Napoleona, razem wziętych... I ja mam z nim współzawodniczyć?... A jeżeli stanie kiedy kwestya: który z nas dwu powinien się usunąć, czyliż będę się wahał?... Cóżto za piekło powiedzieć sobie, że muszę moję nicość złożyć na ofiarę człowiekowi ostatecznie takiemu, jak ja, śmiertelnemu, ulegającemu chorobom i omyłkom, a nadewszystko — tak naiwnemu... Boćto jeszcze dzieciak; co on mi nie wygadywał?...“