Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom1.djvu/245

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


z siodła; Katz przebił bagnetem konia z pierwszej pary, a kanonier austryacki chciał zwalić go w łeb wyciorem. Schwyciłem kanoniera za kołnierz i nagłym ruchem wtył, przewróciłem na ziemię. Katz i jego chciał przebić.
— Co robisz, waryacie?.. — zawołałem, odbijając mu karabin.
Wtedy rozwścieczony rzucił się na mnie, ale stojący obok oficer pałaszem, odtrącił mu bagnet.
— Czego się tu mięszasz?.. — krzyknął Katz na oficera i — oprzytomniał.
Dwie armaty były wzięte, za resztą pognali huzarzy. Daleko przed nami stali nasi, pojedyńczo i w gromadach, strzelając do cofających się austryaków. Kiedyniekiedy jakaś zbłąkana kula nieprzyjacielska świsnęła nad nami, albo zaryła się w ziemię, wydmuchując obłoczek kurzu. Trębacze zwoływali do szeregów.
Około czwartej popołudniu pułk nasz ściągnięto; było po bitwie. Tylko na zachodniej krawędzi horyzontu jeszcze odzywały się pojedyńcze strzały lekkiej artyleryi, jak odgłosy burzy, która już przeszła.
W godzinę później, na rozległym placu boju, w różnych punktach, zagrały pułkowe orkiestry. Przyleciał do nas adjutant z powinszowaniem. Trębacze i dobosze uderzyli sygnał: do modlitwy. Zdjęliśmy kaski, chorążowie podnieśli sztandary