Przejdź do zawartości

Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom1.djvu/193

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

szła. I widać Bóg wysłuchał, kiedy ten pan chce mnie zabrać.
 Wokulski siedział bez ruchu. Wreszcie zapytał:
 — Ile masz lat?
 — Mówi się, że szesnaście, ale naprawdę mam dziewiętnaście.
 — Chcesz ztamtąd wyjść?
 — A — choćby do piekła. Już mi tak dokuczyli... Ale...
 — Cóż?
 — Pewno nic z tego nie będzie... Wyjdę dziś, to po świętach sprowadzą mnie i zapłacą jak wtedy w karnawale, com później tydzień leżała.
 — Nie sprowadzą.
 — Akurat! Mam przecie dług...
 — Duży?
 — Oho!... z pięćdziesiąt rubli. Nie wiem nawet, zkąd się wziął, bo za wszystko płacę podwójnie. Ale jest... U nas tak zawsze. A jeszcze jak usłyszą, że tamten pan ma pieniądze, to powiedzą, że ich okradłam i narachują, ile im się podoba.
 Wokulski czuł, że opuszcza go odwaga.
 — Powiedz mi, czy ty zechcesz pracować?
 — A co będę miała do roboty?
 — Nauczysz się szyć.

 — To na nic. Byłam przecie w szwalni. Ale z ośmiu rubli na miesiąc nikt nie wyżyje. Wreszcie — jestem tyle jeszcze warta, że mogę nikogo nie obszywać.