Przejdź do zawartości

Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom1.djvu/192

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

 Dziewczyna zdziwiła się i, wzruszając ramionami, odparła:
 — Czy pan jest ksiądz, że się o to pyta?
 A przypatrzywszy się uważniej Wokulskiemu, dodała:
 — Eh! Także zawracanie głowy... Dowcipny!
 Zabierała się do odejścia, ale zatrzymał ją Wokulski.
 — Poczekaj. Jest ktoś, który chciałby ci dopomódz, więc nie spiesz się i odpowiadaj szczerze...
 Znowu przypatrzyła mu się. Nagle oczy jej zaśmiały się, a na twarz wystąpił rumieniec.
 — Wiem — zawołała — pan pewnie od tego starego pana!... On kilka razy obiecywał, że mnie weźmie... Czy on bardzo bogaty?... Pewnie, że bardzo... Jeździ powozem i siada w pierwszych rzędach w teatrze.
 — Posłuchaj mnie — przerwał — i odpowiadaj: czegoś płakała w kościele?
 — A bo widzi pan... — zaczęła dziewczyna — i opowiedziała tak cyniczną historyą jakiegoś sporu z gospodynią, że słuchając jej, Wokulski pobladł.
 — Oto zwierzę! — szepnął.

 — Poszłam na groby — mówiła dalej dziewczyna — myślałam, że się trochę rozerwę. Gdzie tam, com wspomniała o starej, to aż mi łzy pociekły ze złości. Zaczęłam prosić pana Boga, ażeby albo starą choroba zatłukła, albo żebym ja od niej wy-