Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom1.djvu/186

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Do tacy podeszła młoda, uróżowana dziewczyna. Położyła srebrną czterdziestówkę, ale nie śmiała dotknąć krzyża. Klęczący obok z niechęcią patrzyli na jej aksamitny kaftanik i jaskrawy kapelusz. Ale gdy Chrystus szepnął: „Kto z was jest bez grzechu, niech rzuci na nią kamieniem“, padła na posadzkę i ucałowała jego nogi, jak niegdyś Marya Magdalena.
„Błogosławieni, którzy łakną sprawiedliwości... Błogosławieni, którzy płaczą...“
Z głębokiem wzruszeniem przypatrywał się Wokulski pogrążonemu w kościelnym mroku tłumowi, który z tak cierpliwą wiarą od ośmnastu wieków oczekuje spełnienia się boskich obietnic.
— Kiedyżto będzie!... — pomyślał.
„Pośle syn człowieczy anioły swoje, a oni zbiorą wszystkie zgorszenia i tych, którzy nieprawość czynią, jako zbiera się kąkol i pali się go ogniem“.
Machinalnie spojrzał na środek kościoła. Przy bliższym stoliku hrabina drzemała, a panna Izabela ziewała, przy dalszym trzy nieznane mu damy, zaśmiewały się z opowiadań jakiegoś wykwintnego młodzieńca.
„Inny świat... inny świat!.. — myślał Wokulski. — Co za fatalność popycha mnie w tamtą stronę?“
W tej chwili, tuż obok konfesyonału, stanęła, a potem uklękła, osoba młoda, ubrana bardzo starannie, z małą dziewczynką.
Wokulski przypatrzył się jej i dostrzegł, że jest