Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom1.djvu/184

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Trzymała w ręku książkę, spoglądając od czasu do czasu na drzwi kościelne. Na twarzy jej malowało się zmęczenie i nudy. Czasami do stolika zbliżały się dzieci po obrazki; panna Izabela niektórym podawła je sama, z takim ruchem, jakby chciała powiedzieć: ach, kiedyż się to skończy!...
„I to wszystko robi się nie przez pobożność, ani przez miłość do dzieci, ale dla rozgłosu i w celu wyjścia zamąż — pomyślał Wokulski. — No i ja także — dodał — nie mało robię dla reklamy i ożenienia się. Świat ładnie urządzony! Zamiast poprostu pytać się: kochasz mnie, czy nie kochasz? albo: chcesz mnie, czy nie chcesz? ja wyrzucam setki rubli, a ona kilka godzin nudzi się na wystawie i udaje pobożną.
A jeżeli odpowiedziałaby, że mnie nie kocha? Wszystkie te ceremonie mają dobrą stronę: dają czas i możność zaznajomienia się.
Źle to jednak nie umieć poangielsku... Dziś wiedziałbym co o mnie myśli; bo jestem pewny, że o mnie mówiła do swej ciotki. Trzeba nauczyć się...
Albo weźmy takie głupstwo — jak powóz?... Gdybym miał powóz, mógłbym ją teraz odesłać do domu z ciotką i znowu zawiązałby się między nami jeden węzeł... Tak, powóz przyda mi się w każdym razie. Przysporzy z tysiąc rubli wydatków na rok, ale cóż zrobię? Muszę być gotowym na wszystkich punktach.