Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom1.djvu/109

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

starcza kwiatów, a amatorowie urządzają koncert na organ, skrzypce, wiolonczelę i głosy. Jestem zachwycona, ale, gdyby mi wśród tych cudów zabrakło ciebie, rozchorowałabym się. A więc tak?... Ściskam cię i całuję po tysiąc razy, kochająca ciotka,

Joanna.

Post scriptum. Jutro jedziemy do magazynu zamówić dla ciebie kostyum wiosenny. Umarłabym, gdybyś go nie przyjęła“.
Panna Izabela była rozpromieniona. List ten spełniał wszystkie jej nadzieje.
— Wokulski jest nieporównany! — rzekł, śmiejąc się pan Tomasz. — Szturmem zdobył Joasię, która nietylko nie będzie mi wymawiała wspólnika, lecz nawet gotowa o niego walczyć ze mną.
Mikołaj podał kurczęta.
— Musi to jednakże być gienialny człowiek — zauważyła panna Florentyna.
— Wokulski?... no, nie — mówił pan Tomasz. — Jestto człowiek szalonej energii, ale co się tyczy daru kombinowania, nie powiem, ażeby posiadał go w wysokim stopniu.
— Zdaje mi się, że składa tego dowody.
— Wszystkoto są dowody tylko emergii — odpowiedział p. Tomasz. — Dar kombinacyi, gienialny umysł, poznaje się w innych rzeczach, choćby... w grze. Ja z nim dosyć często grywam w pikietę, gdzie koniecznie trzeba kombinować. Rezultat jest