Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom1.djvu/059

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ciu pokoju sprzedam, więc będę miał przeszło trzysta tysięcy rubli...
Rzecki pochylił się ku niemu i otworzył usta.
— Nie bój się — ciągnął Wokulski. — Grosz ten zarobiłem uczciwie, nawet ciężko, bardzo ciężko. Cały sekret polega na tem, żem miał bogatego wspólnika i że kontentowałem się cztery i pięć razy mniejszym zyskiem niż inni. To też mój kapitał ciągle wzrastający, był w ciągłym ruchu. No — dodał po chwili — miałem też szalone szczęście... Jak gracz, któremu dziesięć razy zrzędu wychodzi ten sam numer w rulecie. Gruba gra?... prawie co miesiąc stawiałem cały majątek, a codzień życie.
— I tylko po to jeździłeś tam? — zapytał Ignacy.
Wokulski drwiąco spojrzał na niego.
— Czy chciałeś, ażebym został tureckim Walenrodem?...
— Narażać się dla majątku, gdy się ma spokojny kawałek chleba!... — mruknął Ignacy, kiwając głową i podnosząc brwi.
Wokulski zadrżał z gniewu i zerwał się z kanapy.
— Ten spokojny chleb — mówił, zaciskając pięści — dławił mnie i dusił przez lat sześć!... Czy już nie pamiętasz, ile razy na dzień przypominano mi dwa pokolenia Minclów, albo anielską dobroć mojej żony? Czy był kto z dalszych i bliż-