Strona:PL Bolesław Prus - Faraon 03.djvu/242

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— No, a ty co powiesz? — zapytał z dziwnym spokojem faraon.
— Dziś, może zaraz — odparł wzruszony kapłan — będzie zaćmienie słońca...
Faraon aż się cofnął ze zdziwienia.
— Cóż mnie obchodzi zaćmienie słońca, jeszcze w tej chwili?...
— Panie — mówił Pentuer — ja tak samo myślałem, dopókim nie przeczytał w dawnych kronikach opisów zaćmień... Jest to tak przerażające zjawisko, że należałoby o niem ostrzec cały naród...
— Otóż jest!... — wtrącił Hiram.
— Dlaczegóżeś wcześniej nie dał znać?... — zapytał kapłana Tutmozis.
— Dwa dni więzili mnie żołnierze... Narodu już nie ostrzeżemy, lecz zawiadomcie przynajmniej wojska przy pałacu, ażeby choć one nie uległy popłochowi.
Faraon klasnął w ręce.
— Ach, źle się stało!... — szepnął i dodał głośno — Cóż to ma być i kiedy?...
— W dzień zrobi się noc... — mówił kapłan. — Ma trwać podobno tyle czasu, ile potrzeba na przejście pięciuset kroków... A zacznie się w południe... Tak mi mówił Menes...
— Menes? — powtórzył faraon. — Znam to nazwisko, ale...
— On pisał list o tem do waszej świątobliwości... Ależ dajcie znać wojsku!...
Wnet odezwały się trąbki. Gwardja i Azjaci stanęli pod bronią i faraon, otoczony sztabem, zawiadomił wojsko o zaćmieniu, dodając, aby się nie lękali, gdyż ciemność zaraz przejdzie, a on sam będzie przy nich.
— Żyj wiecznie! — odpowiedziały zbrojne szeregi.
Jednocześnie wysłano kilku najroztropniejszych jeźdźców do Memfisu.
Jenerałowie stanęli na czele kolumn, faraon przechadzał się