Strona:PL Bolesław Prus - Faraon 03.djvu/225

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— O, widzisz!... — mówił faraon do Tutmozisa. — Ja sam rozkazałem naczelnikowi policji, ażeby hamował pospólstwo. Lecz gdy powściągnąć go nie można, trzeba skorzystać z ruchu. Doświadczony żeglarz nie walczy z prądem ani wiatrem, ale pozwala im unosić się w obranym przez siebie kierunku...
W tej chwili wszedł kurjer z doniesieniem, że lud rzucił się na cudzoziemców. Napadli Greków, Syryjczyków, nadewszystko Fenicjan... Wiele sklepów zrabowano i kilku ludzi zabito.
— Oto dowód — zawołał oburzony władca — że tłumów nie należy sprowadzać z drogi raz wytkniętej!... Jutro niech wojska będą wpobliżu świątyń... I niech natychmiast wkraczają do nich, jeżeli lud zacznie wdzierać się tam, albo... Albo gdyby zaczął cofać się pod naciskiem...
Prawda, że winogrona powinny być zrywane w miesiącu Paofi. Lecz czyliż jest ogrodnik, który, gdyby owoce dojrzały o miesiąc wcześniej, zostawiłby je na łozach?...
Powtarzam: chciałem opóźnić ruch pospólstwa, aż do ukończenia naszych przygotowań. Ale, gdy odkładać tych rzeczy nie można, więc korzystajmy z gotowego wiatru i — rozepnijmy żagle!...
Jutro Herhor i Mefres powinni być uwięzieni i przyprowadzeni do pałacu. A z Labiryntem skończymy za kilka dni.
Członkowie rady uznali, że postanowienie faraona jest dobre, i rozeszli się, podziwiając jego stanowczość i mądrość. Nawet jenerałowie oświadczyli, że lepiej korzystać z gotowej okazji, aniżeli gromadzić siły na ten czas, kiedy okazja minie.
Była już noc. Nadbiegł drugi kurjer od Memfisu z doniesieniem, że udało się policji ochronić cudzoziemców. Ale lud jest rozjuszony, i niewiadomo, do czego posunie się jutro.
Od tej chwili kurjer przychodził za kurjerem. Jedni przynosili wiadomości, że wielkie masy chłopstwa, uzbrojonego w topory i pałki, ze wszystkich stron podążają do Memfisu. Skądinąd donoszono, że lud w okolicach Peme, Sochem i On