Strona:PL Bolesław Prus - Faraon 03.djvu/223

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nie nakazywała unikać z nimi stosunków, które mogły ich zdradzić?
Z tych powodów Ramzes XIII-ty nie życzył sobie wcześniejszego napadania świątyń przez lud.
Tymczasem wbrew woli faraona wzburzenie rosło. Około świątyni Izydy zabito kilku pobożnych, którzy zapowiadali nieszczęścia dla Egiptu, lub cudownym sposobem odzyskali zdrowie. Około świątyni Ptah pospólstwo rzuciło się na procesję, zbiło kapłanów i potłukło święte czółno, w którem podróżował posąg boga. Prawie współcześnie nadleciały sztafety z miast Sochem i Anu, że lud wdzierał się do świątyń, a w Cherau nawet wdarł się i znieważył miejsce najświętsze.
Nad wieczorem przyszła prawie ukradkiem, do pałacu jego świątobliwości, deputacja kapłanów. Czcigodni prorocy z płaczem upadli panu do nóg, wołając, aby zasłonił bogów i świątynie.
Ten wcale nieoczekiwany wypadek napełnił serce Ramzesa wielką radością, a jeszcze większą dumą. Kazał powstać delegatom i łaskawie odpowiedział, że jego pułki zawsze gotowe są bronić świątyń, byle — zostały tam wprowadzone.
— Nie wątpię — mówił — że sami burzyciele cofną się, zobaczywszy przybytki bogów zajęte przez wojsko.
Delegaci wahali się.
— Waszej świątobliwości wiadomo — odparł najstarszy z nich — że wojsko nie może wchodzić nawet za mur świątyń... Musimy więc zapytać o zdanie arcykapłanów...
— Owszem, naradźcie się — rzekł pan. — Nie umiem robić cudów i, z odległości mego pałacu, nie obronię świątyń.
Delegaci zasmuceni opuścili faraona, który po ich wyjściu zwołał radę poufną. Był przekonany, że kapłani poddadzą się jego woli, i ani mu przez myśl nie przeszło, że delegacja jest sztuką, urządzoną przez Herhora, aby go w błąd wprowadzić.
Gdy w komnacie królewskiej zebrali się cywilni i wojskowi dostojnicy, Ramzes, pełen dumy, zabrał głos: