Strona:PL Bolesław Prus - Faraon 03.djvu/060

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


byciu trzygodzinnego marszu, w linjach i kolumnach, otrzymywała śniadanie.
Wreszcie żadnemu oddziałowi wojska nie wolno było mieszkać po wsiach, ale w koszarach lub w obozie. Każdy pułk miał wyznaczony płac na ćwiczenia, na którym po całych dniach rzucano kamienie z procy, albo strzelano z łuku do tarcz, odległych o sto do dwustu kroków.
Wyszło też polecenie do rodzin stanu wojskowego, aby mężczyźni ich wprawiali się w rzucanie pocisków, pod kierunkiem oficerów i dziesiętników armji regularnej. Rozkaz wykonano natychmiast, skutkiem czego Egipt już we dwa miesiące po śmierci Ramzesa XII-go wyglądał jak obóz.
Albowiem nawet wiejskie i miejskie dzieci, które dotychczas bawiły się w pisarzy i kapłanów, teraz naśladując starszych, zaczęły bawić się w wojsko. Więc na każdym placu i w każdym ogrodzie od rana do wieczora, świstały kamienie i pociski z łuków, a sądy zawalone były skargami o uszkodzenia cielesne.
I stało się, że Egipt był jakby odmieniony i że, pomimo żałoby, panował w nim wielki ruch, a wszystko za sprawą nowego władcy.
Sam zaś faraon rósł w dumę, widząc, że całe państwo stosuje się do jego królewskiej woli.
Przyszła jednak chwila, że i on się zasępił.
W tym samym dniu, kiedy balsamiści wydobyli ciało Ramzesa XII-go z sodowej kąpieli, wielki skarbnik, składając zwykły raport, rzekł do faraona:
— Nie wiem, co począć... Mamy bowiem w skarbie dwa tysiące talentów, a na pogrzeb zmarłego pana trzeba co najmniej tysiąc...
— Jakto dwa tysiące?... — zdziwił się władca. — Kiedym obejmował rządy, mówiłeś, że mamy dwadzieścia tysięcy...
— Wydaliśmy osiemnaście...
— We dwa miesiące?...