Strona:PL Bolesław Prus - Faraon 03.djvu/017

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


szalony, ale stanowczy. Gdybym nie wybiegł naprzeciw nim w pustynię, co przecież było wielką nieroztropnością, dziś mielibyśmy Libijczyków pod Memfisem...
— Wiem, goniłeś Tehennę i zaskoczył was Tyfon — rzekła królowa. — O nierozważne dziecko... nie pomyślałeś o mnie!...
Pan uśmiechnął się.
— Bądź spokojnego serca — odparł. — Kiedy faraon walczy, po lewej i po prawej ręce jego staje Amon. A któż mu dorówna?...
Jeszcze raz uściskał królowę i wyszedł.